20 sie 2013

[ZATWIERDZONE] 130820 karina zostaje debilem stulecia.

Aż muszę się wyżalić.
Dzisiaj było wszystko pogmatwane. Ale nawet nie sądziłam że jestem w stanie znów sobie coś zrobić, no nic. Od kilku dni chodziłam jakaś przybita, byłam niepocieszna, czułam się niepotrzebna, takie dziwne uczucie.
Około godzinę temu dostałam wiadomość, bardzo miłą, aż zaczęłam płakać jak nieopanowane dziecko. Nie wiedziałam co ze sobą zrobić, nic a nic, żadnych pomysłów. Siedziałam tak po prostu i wgapiałam się pusto w ekran telefonu. Coś we mnie pękło, przerwało się, tak nagle. Kolejny raz udowadniam sobie, że przez ostatni miesiąc nic się nie zmieniłam, mimo kilku podjętych prób. Nadal jestem słaba, taka jak byłam wcześniej. Chociaż prawdę powiedziawszy wolę ból który sama sobie zadaję, niż ten, przez który cierpię i zwijam się z bólu. Na dworze jestem wyzywana, od pierdolonych grubasów, w domu patol jak się patrzy, a teraz problemy przyszły tutaj.
Ja nie wiem co Ci zrobiłam, chciałam dobrze. Spierdoliłam dwie przyjaźnie, naprawdę wspaniale się z tym czuję. Budze się z tą świadomością dzień w dzień. Jednej nie udało mi się naprawić. A raczej udało, tyle, że jakoś słabo stoi. Drugą chciałam naprawdę odbudować tak pożądnie. Chciałam odzyskać zaufanie tej osoby, to chyba normalne (prawda?). Teraz się dowiedziałam, że znowu spierdoliłam przez to wypytywanie się. Wcześniej też zjebałam. Ale ja się boję jak cholera. Nie mam rodziny, ok? Internet mi ją zastąpił, teraz tracę tę "rodzinę". To jeden z powodów dla których czepiam się jak głupi o wszystko, nawet o to, co dla innych będzie niczym. Dla mnie to zbyt wiele. Nie da się nie myśleć o problemach, a Internet miał być moją ucieczką od nich. Zawalił, albo to ja zawaliłam. Podobno chcę słyszeć jaka cudowna jestem, coś się miesza w człowieku kiedy to czyta... Nie wiem co mam myśleć, nie wiem, co powinnam robić. Zbyt wiele naciskalam. Byłam taką złą przyjaciółką przez ostatni czas? Chciałam jak najlepiej i- jak zwykle, mi nie wyszło. Nic mi nie wychodzi, takie pocieszenie.
Z moimi udami wszystko w porzadku, tak. Trochę za mocno, ale to dobrze, przesuwam tę granicę za każdym razem. Jestem taaaaak dorosła że piszę o tym tu i niebawem stanę się posmiewiskiem dla niektórych osób. Trudno. Jestem loserem własnego życia i czas się z tym pogodzić. Boli mnie tylko to, że nie potrafię nawet się z kimś przyjaźnić, bo zawsze coś zepsuję. Zawsze. Nie zdawałam sobie sprawy, że to będzie tę osobę denerwować. Starałam się naprawić wszystko, chciałam, zeby znowu mi zaufał, i chyba zjebałam to wszystko drugi raz. Chęć bycia wyjątkową obróciła się przeciwko mnie, ech. Naprawdę chciałam taka być. Żeby było lepiej i żebym nie musiała się martwić, że kogoś stracę. To... zabolalo jak skurwysyn. Nie chcę już żyć, obojętne mi, czy uderzy we mnie samochód, czy może ja sam coś zrobię. Wszystko co chciałam uratować to zepsułam. Nawet przyjaźń. I chyba przestalam na dobre w nią wierzyć. Jakiś czas temu umarła połowa mnie i chcę, by w końcu umarła ta druga. Ledwo się trzymam.
Swoją drogą przepraszam Cię za wszystko.

1 komentarz:

chnayelo pisze...

Bakyone znowu mi smuci. Czemu ingdy nic nie mówisz?